środa, 16 października 2013

Rozdział VII "Love story''

***Margaret*** 

 Po powrocie z muzeum był obiad, oczywiście nie obyło się bez jakiś wygłupów. Chłopcy zaczęli rzucać jedzeniem. Nagle cała sala, w której 'jedliśmy' zamieniła się w lotnisko dla rozgotowanego spaghetti i dziwnie pachnącego sosu. Całą 'bitwę' przerwała pani Green, a ci chłopacy, którzy to zaczęli mieli sami posprzątać. Po tzw. obiedzie wszyscy poszliśmy się umyć, bo chyba nie było osoby która byłaby bez sosu na twarzy czy ubraniu. Kiedy wyszłam spod prysznica zawinęłam mokre włosy w ręcznik, tak samo jak resztę ciała i wyszłam z łazienki, bo zapomniałam wziąć ze sobą czystych ubrań na zmianę. Ku mojemu zdziwieniu James nie był sam w pokoju, razem z nim siedział Josh:
-Uhuu... stary ty masz tak zawsze?- zapytał rozbawiony, na co ja złapałam jabłko, które leżało na stoliku obok mnie i rzuciłam w niego. On jednak na moje nieszczęście je złapał. Popatrzyłam w dół i chwyciłam mocniej ręcznik:
-James łazienka już jest wolna  
-Ymm... Ok już idę. - zabrzmiało to jakby co dopiero się ockną z transu. Wraz z Jamesem z pokoju wyszedł też Josh. Zostałam sama, więc się ubrałam, pomalowałam i wysuszyłam włosy. A kiedy już skończyłam z łazienki wyszedł James:
-Przepraszam Cię za niego. - powiedział wycierając mokre włosy
-Ok nic się przecież nie stało- uśmiechnęłam się jak najlepiej potrafiłam.
Nagle ktoś zapukał poszłam otworzyć, była to pani Green, która już zbierała wszystkich i mieliśmy iść do parku linowego. Wzięłam torebkę i wyszłam razem z Jamesem. ponieważ on nie chciał dźwigać ze sobą plecaka, to ja robiłam za tragarza. (Bullshit) Wsiedliśmy i ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy ok. 5 minut. I dojechaliśmy! Przed nami był wielki park linowy, ja byłam tak bardzo pod jarana, że aż skakałam. Większość dziewczyn bała się, więc chłopcy mieli pole do popisu, lecz nie ze mną.Chwyciłam Jamesa za rękę i ruszyłam na start. Dałam torebkę chłopakowi i sama wspięłam się na start. Przeszłam pierwszy poziom i sprawnie weszłam na drugi. Gdy zeszłam wyciągnęłam z torebki butelkę mojego ulubionego soczku /oo..jakie to słiit/ i wzięłam łyk. Nagle poczułam czyjeś ciepłe ręce oplatające mnie od tyłu i bez odwracania się wiedziałam że to James, odchyliłam głowę do tyłu, aby położyć ją na jego ramieniu, ostrożnie położyłam głowę i popatrzyłam z odchyloną głowa na mojego chłopaka. Ten patrzył na mnie z wielkimi oczami jak sowa. Przybliżył się i delikatnie musnął moje wargi swoimi. Za nami usłyszałam 'Fuuu..' i uśmiechnęłam się. Namówiłam Jamesa aby też spróbował przejść ten tor, udało mi się. Wszedł i po 10 minutach zszedł, chwilowo byłam zdezorientowana, ale później zrozumiałam że nie chciał iść na poziom drugi. Gdy wszyscy już przeszli mieliśmy iść do parku i mieć godzinę wolną na spacer, czy jakieś inne pierdoły /Ania bez skojarzeń/ . Dotarliśmy do parku( zdjęcie jest na samej górze, nie chciało ustawić więc jest tam ). Pani Green powiedziała że możemy chodzić gdzie chcemy, ale nie możemy wyjść z parku. Od razu ja i James polecieliśmy przed siebie nie wiedząc nawet gdzie.   Nagle zobaczyłam most i czym prędzej do niego poczłapałam, a razem ze mną James. Rękoma chwyciłam barierkę, a James stał za mną i obejmował mnie w talii. Staliśmy i podziwialiśmy tek krajobraz przez jakieś 10 minut. Chcąc przerwać ciszę odwróciłam się twarzą do Jamesa i oparłam się plecami o barierkę. Przestudiowałam każdy milimetr twarzy Jamesa i byłam w lekkim zdziwieniu, że on chce mnie:
-Jaka ze mnie szczęściara. - stwierdziłam wpatrując się w jego piękne niebieskie oczy
-Dlaczego?
-Teraz większość dziewczyn ze szkoły chce mnie zabić, bo jestem z Tobą.
-Nie dam im Cię! - powiedział i mocno przytulił - Za bardzo Cię kocham.
-Ja Ciebie też kocham. - oderwałam się od niego i znowu zatonęłam w jego niebieskich oczach, wydawałoby się, że są bezdenne, takie piękne bezdenne. Przybliżyłam się i wpiłam się w jego usta. Oderwałam się, lecz on postanowił się odwdzięczyć i przyciągnął mnie do siebie. Jego usta były bardzo łapczywe, co mnie lekko zdziwiło, ale i ucieszyło. Gdy już się od siebie oderwaliśmy, patrząc się sobie w oczy nawzajem uśmiechnęliśmy się i naglę mocno przylgnęłam do mojego ukochanego:
-Kocham Cię! - powiedział wtulony we mnie z głową opartą na mojej
-Ja Ciebie bardziej! - wyszeptałam ściskając mocniej Jamesa do mnie
-To jest nie możliwe! - oderwał mnie od siebie aby zobaczyć moją twarz
-A dlaczego?
-Bo ja Cię kocham tak mocno jak jeszcze nikt nikogo.
-:3
-Kocham Cię- powtórzył
-Udowodnij.  -chciałam się z nim podroczyć- Wykrzycz to całemu światu!
-Kocham Cię. - szepnął mi na ucho, na co ja posłałam mu pytające spojrzenie -Ty jesteś całym moim światem. -Uśmiechnął się, na co ja delikatnie pocałowałam
-Idziemy dalej? - zaproponowałam po chwili
-Yhm. - chwycił moją dłoń i ruszyliśmy
Kiedy przechodziliśmy obok pięknego wielobarwnego ogrody James schylił się nagle po coś, a gdy wstał miał w ręku piękną czerwoną róże:
-Piękna róża, dla pięknej dziewczyny. -wręczył mi piękny kwiat
-Dziękuję - i pocałowałam do w policzek
Wróciliśmy na miejsce w którym mieliśmy się spotkać po godzinie, wszyscy już tam stali i czekali na panią Green, szybko do nich dołączyliśmy:
-I jak tam randka gołąbki? - zapytał Josh
-Dobrze! - odpowiedziałam i dołączyłam do rządku
Po chwili przyszła pani Green i wszyscy ruszyliśmy w stronę autobusu, a gdy już dotarliśmy wszyscy weszli, a my ostatni, ale nam to nie przeszkadzało. Miejsca z tylu były już pozajmowane, to poszliśmy do przodu. Wtuliłam się w Jamesa i ani się obejrzałam byliśmy już na miejscu. Weszliśmy do pokoju, rzuciłam torebkę na łóżko, a później sama się na nie rzuciłam. Obok łóżka przykucnął James i na mnie patrzył. Leniwie odwróciłam głowę w jego stronę, ten usiadł na łóżku, schylił się i mnie pocałował. Poszłam do ubikacji się odświeżyć, a w tym czasie James poszedł do Josha. Gdy wyszłam jego jeszcze nie było w pokoju, więc usadowiłam się wygodnie na łóżku i wyciągnęłam z walizki laptop. Sprawdziłam Facebook'a, Twittera oraz Ask.fm. Ktoś na Skype do mnie zadzwonił - była to moja najlepsza przyjaciółka Isabella, odebrałam i zaczęłam się drzeć' Słyszysz mnie?!?!'. Opowiedziałam jej o wszystkim co się działo przez ostatnie dni. Początkowo była na mnie zła że jej wszystkiego nie opowiadam na bieżąco, ale usprawiedliwiłam się tym, że to wszystko działo się tak szybko. Wybaczyła mi.. (Uff...) Po długiej rozmowie musiałyśmy się rozłączyć, bo Isabella musiała się uczyć (kujon). Wyłączyłam i schowałam laptop do walizki. Następnie napiłam się soczku i popatrzyłam na aparat leżący na stole. Poczłapałam po niego i zobaczyłam moje i Jamesa wspólne zdjęcia. Wtedy mechanicznie na mojej twarzy pojawił się uśmiech, odpłynęłam tak bardzo że nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje:
-Co tam masz? - zapytał zachodząc mnie od tyłu James
-Aaa! - pisnęłam- Przestraszyłeś mnie!
-Przepraszam, nie wiedziałem, że jestem aż tak straszny.
-Az tak strasznie przystojny, chciałeś powiedzieć. - poprawiłam - Oglądałam nasze stare zdjęcia i aż mi się łzy w oczach pojawiły. Mam wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę, że zaraz obudzę się w swoim łóżku, i okaże się tylko zwykłym snem na jawie. Nie chce tak. Chce aby to trwało wiecznie. - wyżaliłam się
-Ja będę Cię kochał cale wieki i jeszcze dłużej, więc z mojej strony się nie musisz tym martwić, chyba że ty mnie nie będziesz chciała.    
-Co? Nie waż się tak kłamać. Kocham Cię nad życie i to się nie zmieni.
-Ok. - powiedział odbierając mi aparat i kładąc go tam gdzie wcześniej leżał - Zbieraj się.
-Co? Gdzie? Poco?
-Idziemy do Josha, chyba, że nie chcesz. Zaprosił nas.
-Jasne, że chce, czekaj tylko wezmę telefon.
Wyszliśmy i zamknęliśmy pokój. Gdy chciałam skręcić w korytarz, który prowadzi do pokoju Josha, James naprowadził mnie' i szliśmy po schodach na górę. Nie wiedziałam o co chodzi, kiedy weszliśmy na dach, ale później zobaczyłam nakryty stół. Popatrzyłam na Jamesa, a ten odsunął przede mną krzesło, abym usiadła:
-James, ale po co to wszystko? - zapytałam odprowadzając go wzrokiem do krzesła  
-Aby Ci pokazać jak bardzo Cię kocham.
-Ale ja w to wierzę.
-No oto zjemy razem kolację. Sami bez tej hołoty.
-Heh. - wybuchnęłam śmiechem, lecz chcąc go stłumić schowałam twarz w rękach
Po zjedzonej kolacji podeszliśmy do krawędzi budynku. Nie był on bardzo wysoki, ale podczas zachodu słońca było z niego widać jak za horyzontem znika pomarańczowo- różowe słońce. Był to bardzo romantyczny widok jak dal mnie. kiedy zrobiło się już ciemno weszliśmy do środka i ruszyliśmy do pokoju. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic, w tym czasie James poszedł posprzątać po naszej kolacji. Namawiałam go, że mu pomogę to ' Nie, nie. Dam sobie radę.' Wyszłam z łazienki, wysuszyłam włosy i przebrałam się w piżamę. Jeszcze raz dzisiaj wyciągnęłam laptopa i weszłam na Fb, była na nim Isabella <fragment rozmowy> :
-Nie uwierzysz co się dzisiaj stało. ~Ja~
- Co? O.o ~Isabella~
-James zorganizował dla nas kolację przy świecach na dachu, a później oglądaliśmy zachód słońca.
-Oooo... :3 so sweet.
-Cnie!
-Heh.
-Ok. Mój Romeo przybył, więc mykam. Papa :*
-Papa :*

Odłożyłam laptop i spoglądałam na ukochanego:
-Co się tak patrzysz? - powiedział
-Obserwuje twój striptiz! - roześmiałam się nadal patrząc na chłopaka, który miał na sobie już coraz to mnie ubrań    
-Hehe! -ściągnął koszulkę, zakręcił nią na palcu jak kowboj i rzucił na mnie. koszulka spadła mi na twarz, a zaraz później na łóżko - Idę pod prysznic.
-Ok. Czekam.
-Na co? - zatrzymał się otwierając drzwi
-Na gwiazdkę z nieba. Czyli Ciebie. - uśmiechnęłam się od ucha do uch jak małe dziecko
James wszedł do łazienki i po 10 minutach wyszedł, w samych szortach
-Uuu... - klasnęłam w dłonie
-Heh. Masz jakąś fazę zboczeńca? - zapytał
-Ymmm... chyba tak.
-No to fajnie! - uśmiechnął się odsłaniając szereg białych zębów
Położył się obok mnie i lekko pocałował w czoło. Położyłam głowę na jego torsie i zasnęłam. Obudziłam się, ale było już ciemno, nadal leżałam na torsie Jamesa, ale ten jak nie spał tak nie śpi.
-Co się stało? Dlaczego nie śpisz? Nie wygodnie Ci z takim ciężarem na torsie? - zapytałam
-Nie. Tylko przypomniały mi się wszystkie nasze wspólne chwile. Począwszy od przedszkola, na teraźniejszości skończywszy. I wiesz co? W przedszkolu się kolegowaliśmy.
-No faktycznie! - zamyśliłam się- A teraz idź spać, jutro wyjeżdżamy.
-Ok. Dobranoc.
-Dobranoc.  Kocham Cię.
-Ja Ciebie też.




☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺


Wiem, że ten rozdział jest z serii ' Rzygam tęczą', ale w szkole omawiamy 'Romeo i Julia i po prostu wczułam się w ten cały romantyczny klimat.    A to co pisze w takim znaczku / ... / to są moje przemyślenia. Np. /Ania bez skojarzeń/ dotyczy mojej realistycznej przyjaciółki i wiem że ona to czyta, więc to tak jakby dal niej. Pozdrowienia dla Ciebie Aniu! ;*  /Weronika

niedziela, 13 października 2013

Rozdział VI ,,Berek! Gonisz!!!"

                                                     ***Isabella***
CO SIĘ STAŁO Z MOJĄ KONDYCJĄ!!! Zaraz.. a no tak... ja... NIGDY NIE MIAŁAM KONDYCJI. Wracając. Gdzie podział się ten idiota. Dlaczego on jest taki szybki ?! Kręci mi się w głowie od tych wszystkich... JEST!
Chłopak siedział na parapecie na końcu korytarza i patrzył się na mnie z wyższością. Płuca piekły mnie już od ciągłego biegu. Miałam jeszcze pół godziny by go złapać. Jeśli spóźnienie się na autobus to będzie koniec.
-Hej ofiaro ty masz z wf-u dwa czy jeden?- spytał z udawanym zmartwieniem
-Nie twój interes.-warknęłam
Nim się obejrzałam jego już nie było. Mam serdecznie dość! Boże za jakie grzechy?? Nie na czasu na użalanie się nad sobą.
-Niziołku tu jestem!- zawołał chłopak
Pobiegłam w stronę głosu. Nie ma go! Hmmm.. Musi być gdzieś blisko.
Nagle ktoś złapał mnie od tyłu. Zatkał mi usta dłońmi , więc zatamował z lekka mój krzyk. Szamotanie i wiercenie na nic nie pomogło.
-Pfff....Hahahahah Aż tak się mnie boisz niziołku hahahha
Mój mózg się wyłączył słyszałam tylko szyderczy śmiech. Otrzeźwił mnie dopiero głuchy trzask i piekący ból dłoni , która nadal wisiała w powietrzu koło twarzy tego zwyrodnialca. Zapadła głucha cisza. Wspaniale z twarzy tego idioty zszedł ten głupkowaty uśmieszek. Nagle spoważniał. Chwila później trzymał mój nadgarstek w żelaznym uścisku. Jego zimne i przerażające oczy spojrzały na mnie. To głupie ale opanował mnie.. strach. Nagle na jego twarzy zawitał cyniczny uśmieszek. Przybliżył swoją twarz i wyszeptał :
-Co już nie jesteś taka odważna , co?
-S-spadaj na drzewo prostować banany.- warknęłam po chwili
-Hihi..-jego chichot zmroził mi krew w żyłach. Miał gwarantowaną rolę w jakimś horrorze.-Widzę , że język nadal masz cięty. Ty chyba  nie wiesz kiedy się wycofać. No cóż.. Dzięki temu rozgrywka będzie ciekawsza.
Chłopak puścił moją dłoń , a ja poleciałam jak kłoda na ziemie. Nagle coś przykryło moją twarz. Była to moja marynarka
-Na dziś wystarczy. Zaraz spóźnisz się na autobus.- odpowiedział z wredną nutką w głosie
Wstałam , otrzepałam ubranie , założyłam marynarkę  i z godnością (a raczej jej resztkami ) podniosłam głowę i dotarł do mnie jeden mały fakt.
-Skąd wiesz , że jeżdżę  autobusem i to jeszcze którym? Jesteś jakimś psychopatą ?!
-Może psychopatą , a może zboczeńcem kto to wie? Do zobaczenia Isabelluś- powiedział z tajemniczym akcentem po czy pomachał mi przelotnie zniknął mi z oczu.
-Nie spoufalaj się !
Właśnie doszedł do mnie kolejny drobny fakt ja naprawdę nie wiem jak on się nazywa! Ale się tego dowiem! A zresztą po co mi to. Przecież dobrze wiem , że jest on zboczonym potworo-demonem z psychopatycznymi zapędami.  I tak w stanie ukojenia ( które nie wiem skąd się wzięło) wyszłam z klasy. Miałam jeszcze jakieś pół godziny , żeby zobaczyć co jeszcze oferuje moja nowa szkoła. Idąc pustym korytarzem usłyszałam cichy szloch. Bez zastanowienia pobiegłam w jego stronę. No dobra... powlokłam się bo na nic innego nie miałam siły. Zobaczyłam dziewczynę , która cicho płakała idąc w stronę toalety.
-C-coś się stało?- spytałam dość nieśmiało i łagodnie łapiąc ją za ramie
-NIE DOTYKAJ MNIE!!!- krzyknęła odpychając mnie z całych sił
Byłam pewna , że upadnę , ale coś a raczej ktoś złapał mnie i pomógł wrócić do pionu.
-Mira co ty wyprawiasz ?!- zawołał gniewny , ale kojący męski głos
-Odczep się Jack!- dziewczyna dalej krzyczała , ale z mniejszą agresją w głosie
-Nie wyżywaj się na pierwszej lepszej osobie.- powiedział dość zniecierpliwiony - Nic ci się nie stało Isabelluś ? - spytał zaniepokojony
Dopiero do mnie dotarło , że przez ten cały czas opierałam się o niego więc musiał mnie trzymać. Zebrałam wszystkie pozostałe we mnie siły i stanęłam o własnych siłach.
-Nie nic mi nie jest- odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem na ustach - Ale skąd wiesz jak mam na imię 
Chłopak na widok mojego uśmiechu zrobił kwaśną minę , więc dałam sobie z tą gierką spokój.
-Hahaha.. Zawsze miałaś krótką pamięć I-s-a-b-e-l-l-u-ś. -zawołał  wesoło
I nagle mnie olśniło. Znałam ten głos i uśmiech aż za dobrze. 
-Jack to ty! Przepraszam , że nie zauważyłam od razu.
-Nic się nie stało trochę minęło od naszego poprzedniego spotkania. Jakieś 10 lat ... Musimy to nadrobić! A tak w ogóle to długo chodzisz tu do szkoły do tej pory cie nie widziałem ? - spytał z nie ukrywanym entuzjazmem 
Cały Jack! Zawsze był nie poprawnym optymistą. Gdyby nie on pewnie wtedy załamała bym się.. Ale to nie czas , żeby wspominać takie rzeczy. Najważniejsze jest , że mój przyszywany braciszek do mnie wrócił!
-Nie, to mój pierwszy dzień w szkole. Och to już tak późno!! Przepraszam muszę lecieć! Naprawdę mi przykro.
-Nic się nadzieje podaj mi szybko swój numer?
Wyciągnęłam z kieszeni małą pogniecioną  karteczkę i mu ją podałam 
-Proszę. Do zobaczenia.- zawołałam odchodząc
-Papa!
 Zawsze uśmiechnięty starszy braciszek wrócił. Nie jest aż tak źle.

Obserwatorzy