niedziela, 13 października 2013

Rozdział VI ,,Berek! Gonisz!!!"

                                                     ***Isabella***
CO SIĘ STAŁO Z MOJĄ KONDYCJĄ!!! Zaraz.. a no tak... ja... NIGDY NIE MIAŁAM KONDYCJI. Wracając. Gdzie podział się ten idiota. Dlaczego on jest taki szybki ?! Kręci mi się w głowie od tych wszystkich... JEST!
Chłopak siedział na parapecie na końcu korytarza i patrzył się na mnie z wyższością. Płuca piekły mnie już od ciągłego biegu. Miałam jeszcze pół godziny by go złapać. Jeśli spóźnienie się na autobus to będzie koniec.
-Hej ofiaro ty masz z wf-u dwa czy jeden?- spytał z udawanym zmartwieniem
-Nie twój interes.-warknęłam
Nim się obejrzałam jego już nie było. Mam serdecznie dość! Boże za jakie grzechy?? Nie na czasu na użalanie się nad sobą.
-Niziołku tu jestem!- zawołał chłopak
Pobiegłam w stronę głosu. Nie ma go! Hmmm.. Musi być gdzieś blisko.
Nagle ktoś złapał mnie od tyłu. Zatkał mi usta dłońmi , więc zatamował z lekka mój krzyk. Szamotanie i wiercenie na nic nie pomogło.
-Pfff....Hahahahah Aż tak się mnie boisz niziołku hahahha
Mój mózg się wyłączył słyszałam tylko szyderczy śmiech. Otrzeźwił mnie dopiero głuchy trzask i piekący ból dłoni , która nadal wisiała w powietrzu koło twarzy tego zwyrodnialca. Zapadła głucha cisza. Wspaniale z twarzy tego idioty zszedł ten głupkowaty uśmieszek. Nagle spoważniał. Chwila później trzymał mój nadgarstek w żelaznym uścisku. Jego zimne i przerażające oczy spojrzały na mnie. To głupie ale opanował mnie.. strach. Nagle na jego twarzy zawitał cyniczny uśmieszek. Przybliżył swoją twarz i wyszeptał :
-Co już nie jesteś taka odważna , co?
-S-spadaj na drzewo prostować banany.- warknęłam po chwili
-Hihi..-jego chichot zmroził mi krew w żyłach. Miał gwarantowaną rolę w jakimś horrorze.-Widzę , że język nadal masz cięty. Ty chyba  nie wiesz kiedy się wycofać. No cóż.. Dzięki temu rozgrywka będzie ciekawsza.
Chłopak puścił moją dłoń , a ja poleciałam jak kłoda na ziemie. Nagle coś przykryło moją twarz. Była to moja marynarka
-Na dziś wystarczy. Zaraz spóźnisz się na autobus.- odpowiedział z wredną nutką w głosie
Wstałam , otrzepałam ubranie , założyłam marynarkę  i z godnością (a raczej jej resztkami ) podniosłam głowę i dotarł do mnie jeden mały fakt.
-Skąd wiesz , że jeżdżę  autobusem i to jeszcze którym? Jesteś jakimś psychopatą ?!
-Może psychopatą , a może zboczeńcem kto to wie? Do zobaczenia Isabelluś- powiedział z tajemniczym akcentem po czy pomachał mi przelotnie zniknął mi z oczu.
-Nie spoufalaj się !
Właśnie doszedł do mnie kolejny drobny fakt ja naprawdę nie wiem jak on się nazywa! Ale się tego dowiem! A zresztą po co mi to. Przecież dobrze wiem , że jest on zboczonym potworo-demonem z psychopatycznymi zapędami.  I tak w stanie ukojenia ( które nie wiem skąd się wzięło) wyszłam z klasy. Miałam jeszcze jakieś pół godziny , żeby zobaczyć co jeszcze oferuje moja nowa szkoła. Idąc pustym korytarzem usłyszałam cichy szloch. Bez zastanowienia pobiegłam w jego stronę. No dobra... powlokłam się bo na nic innego nie miałam siły. Zobaczyłam dziewczynę , która cicho płakała idąc w stronę toalety.
-C-coś się stało?- spytałam dość nieśmiało i łagodnie łapiąc ją za ramie
-NIE DOTYKAJ MNIE!!!- krzyknęła odpychając mnie z całych sił
Byłam pewna , że upadnę , ale coś a raczej ktoś złapał mnie i pomógł wrócić do pionu.
-Mira co ty wyprawiasz ?!- zawołał gniewny , ale kojący męski głos
-Odczep się Jack!- dziewczyna dalej krzyczała , ale z mniejszą agresją w głosie
-Nie wyżywaj się na pierwszej lepszej osobie.- powiedział dość zniecierpliwiony - Nic ci się nie stało Isabelluś ? - spytał zaniepokojony
Dopiero do mnie dotarło , że przez ten cały czas opierałam się o niego więc musiał mnie trzymać. Zebrałam wszystkie pozostałe we mnie siły i stanęłam o własnych siłach.
-Nie nic mi nie jest- odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem na ustach - Ale skąd wiesz jak mam na imię 
Chłopak na widok mojego uśmiechu zrobił kwaśną minę , więc dałam sobie z tą gierką spokój.
-Hahaha.. Zawsze miałaś krótką pamięć I-s-a-b-e-l-l-u-ś. -zawołał  wesoło
I nagle mnie olśniło. Znałam ten głos i uśmiech aż za dobrze. 
-Jack to ty! Przepraszam , że nie zauważyłam od razu.
-Nic się nie stało trochę minęło od naszego poprzedniego spotkania. Jakieś 10 lat ... Musimy to nadrobić! A tak w ogóle to długo chodzisz tu do szkoły do tej pory cie nie widziałem ? - spytał z nie ukrywanym entuzjazmem 
Cały Jack! Zawsze był nie poprawnym optymistą. Gdyby nie on pewnie wtedy załamała bym się.. Ale to nie czas , żeby wspominać takie rzeczy. Najważniejsze jest , że mój przyszywany braciszek do mnie wrócił!
-Nie, to mój pierwszy dzień w szkole. Och to już tak późno!! Przepraszam muszę lecieć! Naprawdę mi przykro.
-Nic się nadzieje podaj mi szybko swój numer?
Wyciągnęłam z kieszeni małą pogniecioną  karteczkę i mu ją podałam 
-Proszę. Do zobaczenia.- zawołałam odchodząc
-Papa!
 Zawsze uśmiechnięty starszy braciszek wrócił. Nie jest aż tak źle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy