poniedziałek, 15 lipca 2013

II ,,Sny ,koszmary i senne zjawy"

... Poszliśmy do wesołego miasteczka i znaleźliśmy budkę do robienia zdjęć, weszliśmy do niej i zaczęliśmy robić śmieszne miny. Kiedy miało być już ostatnie zdjęcie. James pocałował mnie w policzek, założę się że miałam minę jak Gifura ( polecam hehe :D). Wyszliśmy oboje wyraźnie skrępowani, wyjęliśmy zdjęcia i roześmialiśmy się głośno.Poszliśmy dalej, James grał w gry takie jak np. strącanie piłek. Wygrał wielkiego misia z sercem a na nim ,,I love U". Dodał to dla Ciebie i mówi prawdę. Początkowo nie wiedziałam o co chodzi, a później już zajarzyłam.Poszliśmy dalej i bawiliśmy się dalej.

                                                                   ****Isabelle****
Wróciłam!-krzyknęłam zatrzaskując drzwi. Głupi stary nawyk.Już od tygodnia nie mam kogo o tym informować.Ojciec jeździ po świecie oddając się pracy i przelotnym związkom ,a mama tydzień temu kupiła mi to mieszkanie i poleciała ze swoim nowym mężem przeprowadziła się do małej wioski na Hawajach. Praktycznie była przyzwyczajona do samotności ,ale mimo to dziwnie czułam się w pustym domu. W moim małym i naiwnym sercu wciąż tliła się nadzieją ,że rodzice wrócą. Mam niespotkany talent do bycia totalną idiotką.Na domiar złego mama wysłała mnie do nowej rygorystycznej szkoły,żeby jak to mówi "być pewną ,że nie opuszczę się w nauce".Dobrze ,że nowa szkoła jest tylko 2 kilometry od domu  Margaret inaczej chyba bym się załamała.Ostatnio przesiadujemy u siebie na wzajem więcej czasu niż zazwyczaj choć wielu myślało ,że to nie możliwe. Jutro pierwszy dzień w nowej szkole. Nawet nie potrafię spojrzeć na mój mundurek. Właśnie mam chodzić w mundurku. Mama wie jak mnie pocieszyć. Mimo tego ,że go nie lubię jednak powinnam mu się przyglądnąć i poprasować go. W końcu nie chce wyjść na niechluje. Zaglądnęłam do torby i wyjęłam z niej stertę nowych książek ,zeszytów ,piórnik i mundurek. Nie powiem był ładny ,ale i tak byłam na nie.Składał się on z granatowej spódnicy ,białej koszuli ,beżowego swetra  ,granatowej marynarki , czarnych długich skarpetek i niebieskiej wstążki. Włączyłam żelazko i zabrałam się za prasowanie. Kiedy skończyłam spakowałam wszystkie rzeszy do mojej torby na ramie do ,której poprzypinałam razem z Margaret pełno pluszowych zawieszek i wesołych przypinek. Wzięłam prysznic i przebrałam się w moją ulubioną piżamę choć bardziej przypominała kostium kota ze względu na szlafrok z kocimi uszami na kapturze i ogonem wiszącym z tyłu. Założyłam słuchawki na uszy ,przykryłam się kołdrą i zwinęłam w kłębek. Skupiłam uwagę na szybkich dźwiękach nightcore'ów dobiegających z kolorowych głośników. Mimo moich starań ciepłe nuty ulubionych piosenki nie zdołały zagłuszyć przeszywającej moje serce samotności.Kilka małych łez spłynęło po moich policzkach zanim zapadła błoga nicość.
Ostry dźwięk budzika o mało nie roztrzaskał mi uszu. Jak zawsze moja kołdra znajdowała się na podłodze ,a poduszka raczej służyła mi za pluszaka do przytulania niż za rzecz do położenia głowy. Pół przytomna wykonałam taletę poranną ,przebrałam się w mundurek i zrobiłam sobie śniadanie .Nawet nie zauważyłam ,że jest już 8.40. Za 5 minut odjeżdża mój autobus. Szybko dopiłam herbatę (co oczywiście skończyło się oparzonym językiem) ,złapałam marynarkę i pobiegłam z nie dojedzoną grzanką w ustach. Kiedy dobiegłam do przystanku ,który znajdował się nie daleko mojego domu autobus jadący stronę mojej szkoły dopiero podjeżdżał. Śniadanie dokończyłam wgapiając się w szybę autokaru.  Chwile później stałam już przed nowym budynkiem z pomalowanymi na jasno szaro i niebiesko ścianami.Wkoło szkoły rozchodził się równy trawnik. W kontach terenu znajdowały się skupiska drzew ,ponieważ zaraz obok roztaczał się las. Brukowa kostka prowadziła prosto pod drzwi szkoły. Nagle podbiegła do mnie dość wysoka dziewczyna i bardzo wysoki chłopak.
-Cześć! Nazywam się Jessica. Jestem wice-przewodniczącą ,a Alex jest przewodniczącym samorządu szkolnego miło cię widzieć!- odezwała się dość głośno i wesoło dziewczyna
-Cześć miło mi cię poznać -powiedział cicho i kontrastująco do poprzedniej wypowiedzi chłopak
-Mi także jest miło was poznać. Nazywam Isabella.-powiedziałam uśmiechając się lekko ,bo na większy entuzjazm nie miałam sił.
Klasy jak i cała szkoła wyglądały dość nowocześnie. Wrzuciłam wszystkie podręczniki do szafki i ruszyłam na lekcje. Minuty dłużyły mi się nie miłosiernie aż w końcu przyszła pora na lunch. Złapałam torbę i wybiegłam na pole. Wszystkie stoliki znajdujące się w ogrodzie były już zajęte więc ruszyłam w stronę drzew siadłam w takim miejscu ,w którym drzewa mnie zasłaniały i otworzyłam pudełko z kanapkami. Przyglądnęłam im się uważnie i odłożyłam je do torby. Jedzenia jak jedzenie -takie samo jak zawsze ,ale otoczenie inne. Oparłam się o pień drzewa. Przymknęłam powieki ,a słońce gładziło moją twarz. Nagle usłyszałam głos Margaret. Szybko otworzyłam oczy. Przede mną stała moja najlepsza przyjaciółka i James. ZARAZ! STOP! JAMES!? Czyli to tylko sen.
- Hej James i ja przyszliśmy po informować cię ,że zrywamy z tobą znajomość. Dużo lepiej układa nam się wszystko bez ciebie.- Powiedziała chłodno i wrednie Margaret podczas dy jej twarz wyglądała tak radośnie.
Nagle przez głowę przeleciała mi dziwna myśl. ' A co jeśli to nie jest sen?'
-Margaret c-co ty mówisz? A-ale przez tyle lat...?
- Taka jest prawda- Margaret przybrała złośliwą minę i zaczęła mnie szturchać w ramię.
-Nie.. nie... nie- zaczęłam cicho mamrotać. Otworzyłam oczy i zobaczyłam   szkolny ogród na ,którym nie było śladu Margaret i James'a. Odetchnęłam z ulgą.
-Sorry ,że cie obudziłem ,ale chyba miałaś koszmar no nie?-spytał męski głos zza moich pleców
Szybko obróciłam głowę i po raz pierwszy zobaczyłam tego typka. Jeszcze nie wiedziałam ,że jest on kolejnym wstrząsem w moim życiu.
...




----------------------------------------------------------------------
Mam nadzieje ,że wam się podobał. Będę wredna i napisze dlaczego on trzyma poduszkę dopiero w następnym rozdziale :P Miłego czytania i sorry za to ,że długo nie pisałam :D 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy